Szefem kuchni może nie zostaniesz, ale szefem własnej możesz być zawsze :D
Blog > Komentarze do wpisu

Wizyta w UK! Część II!

Czółko!

Kolejna odsłona kuchni brytyjskiej! Niedziela to dzień dla Tadzika, żeby się zrelaxował i odpoczął od codziennych chińskich zupek :-) Zaszedłem do knajpy w stylu brytyjskim i zamówiłem sobie "medium rump steak", co w wolnym tłumaczeniu oznacza po prostu średnio wysmażony rumsztyk. Jak było? Zapraszam do lektury!

Aktualnie mieszkam blisko metra Hounslow Central i dzielnica ta nazywana jest często przez naszych rodaków-emigrantów "ciapatownią", ze względu na pomieszkujących tu Hindusów. W związku z tym od groma tu knajp prowadzonych przez ciapaków, a co za tym idzie, kuchnia tam właśnie prowadzona jest w stylu ich ojczyzn, czyli curry na potęgę. A curry nie jest tą przyprawą, którą zajadam się bez pamięci. Poza tym przyjechałem tu na 2 miesiące i jak już mam jeść w knajpie, to chcę żarcie brytyjskie i basta :-)

Znalazłem w gąszczu indyjskich jadłodajni knajpę, której szukałem, i która miała English menu, tak jak to widać na zdjęciu powyżej. Jednak po otwarciu karty dań okazało się, że nie jest to TYLKO brytyjska kuchnia. Drugą połowę menu stanowiły dania w stylu indyjskim! Skandal, no ale trudno. Lepszy rydz niż nic. Trzeba dostosować menu do potrzeb ludzi chodzących i mieszkających nieopodal. Sporo też tam Polaków, więc niewykluczone, że za parę lat obok brytyjskiego Sunday Roast znajdą się pierogi i bigos :-)

Jak pisałem powyżej zamówiłem rumsztyk wołowy średnio wysmażony. Zgodnie z zapisami menu, do kotleta dorzucają krążki cebulowe, pół zgrillowanego pomidora, gotowaną marchewkę, sos barbecue i grubo krojone frytki. Po przyniesieniu danie okazało się, że na talerzu na gratisie znalazł się nieśmiertelny w kuchni brytyjskiej groszek :-) Chyba tylko w kebabach go nie dają hehe. Danie wyglądało pięknie!

Jak widzicie krążki cebulowe były 2 (słownie: dwa)... już mogli dać z 5 tych krążków, skoro tak się chwalą tym w menu. O groszku nie ma ani słowa, a kuleczek było chyba ze 30 ;-) Pani kelnerka przyniosła taki drewniany koszyczek z majonezem, keczupem i między innymi sosem BBQ. Co ciekawe, sos BBQ znalazł się też w marnym papierowym pojemniczku położonym na talerzu. Zastanawiałem się po co sos jest na talerzu, skoro przyniesiono go również w butelce. Odpowiedź jest następująca: w pojemniczku na talerzu był inny sos niż ten kupny, dostarczony w towarzystwie majonezu i innych przypraw. Zrozumiałem to, gdy spróbowałem obu. Ten wyporcjowany był 100 razy lepszy niż jego kolega z tesco.

Zupełnie nie rozumiem po co się szczycą faktem, że dają tego grillowanego pomidora i do tego tylko pół. Phi! Ani nie przyprawiony, ani nic, jest bo jest. Frytki fajne, mięsiste, takie jak powinny być. No i gwiazda wieczoru, czyli wołowinka. Ach jak ja lubię wołowinkę! Zamówiłem medium, a dostałem trochę za bardzo wysmażoną w mojej opinii. Dobra, nie będę się czepiał, była wyborna :-)

Polecam ten rumsztyk każdemu mięsożercy! warzywka, które statystują na talerzu zjadłem ze względu na tołkowaną nam do głowy od lat prawdę, że są zdrowe, ale tak na prawdę w tym daniu liczy się tylko mięcho i frytki :-) Do tego obowiązkowo zimne piwko. Coś co mnie drażni w Polsce, to fakt, że w knajpach jak zamawia się piwo z beczki, to lane jest do nadrukowanej magicznej kreski oznaczającej, że tam właśnie jest pół litra. Barmani wpatrzeni są w proces nalewania jak zahipnotyzowani, żeby przypadkiem nie przelać, a ten uśmiech zadowolenia i zwycięstwa, gdy trafi się idealnie w kreskę jest żenujący. W UK jest prikaz, że piwo leje się dotąd, aż nie przeleje się szklanka i cieknie po ściankach. To jest zajebiste :-) Może ze względu na fakt, że tu w pubach serwowana jest półkwarta, czyli pinta, która wynosi 568 ml. Teraz wiecie skąd w biedronie czy żabce trafia się na puszki piwa o pojemności 568 ml. To właśnie brytyjska pinta. Dodatkowa ciekawostka, to podobno w związku ze zwalczaniem alkoholizmu w UK, niektóre browary sprzedawane są w pojemnościach 440 ml, a woltaż został obniżony z 5% do 4,8%. Nie wiem czemu ma to służyć, bo tutaj od piątku do niedzieli wszyscy chodzą narąbani jak bombowce, a poniedziałek ochrzczony niedawno przeze mnie jako "zombieday", faktycznie wygląda jak świt żywych trupów :-) W metrze wali gazoliną, która wydobywa się z każdym oddechem trzeźwiejącego ciała oraz z potem. Masakra! Generalnie w sklepie trzeba patrzeć na procenty, bo raz nie spojrzałem i sobie kupiłem 4-pak Carlsberga o mocy 3,8%. Przy drugim skapnąłem się, że coś z nim nie tak :-) Odnośnie jeszcze walki z alkoholizmem, to w sklepach można dostać piwo o pojemności 660 ml, więc te 440 ml, to jakaś pomyłka. Tyle o piwku :-) Po wypiciu złocistego trunku nasyconego dwutlenkiem węgla zachciało mi się odwiedzić ustęp :-) i bardzo ciekawe obrazki ukazały się mym oczom. Dotychczas widziałem takie tylko w necie na stronach ze śmiesznymi zdjęciami.

To chyba tyle chciałem Wam przekazać, przede mną jeszcze 3 weekendy, także mam nadzieję, że jeszcze coś tu skrobnę. Zasadzę się na full English breakfast, które jest widocznie tak popularną potrawą, że serwowane jest przez cały dzień :-)

Pozdrawiam, popijając guinessa z puszki o pojemności 440 ml i mocy 4,8% z Hounslow, które jest tak blisko Heathrow, że co kilka minut słyszę huk startującego lub lądującego samolotu. Dobrze, że między 22, a 6 rano samoloty lądują od drugiej strony. Drugie dobrze, to takie, że na szczęście nie latają już Concordy. Kiedyś, jak startował ten samolot, to był tak potworny huk, że zamierały kłótnie, śmiechy, rozmowy, a szklanki w szafkach w berka się bawiły. 10 lat temu byłem świadkiem startu tegoż aeroplanu i choć byłem dość daleko huk był niemiłosierny :-)

Szef własnej kuchni (na obczyźnie)

Tadzik :-)

PS. Ja mam taki sokoli wzrok, że wypatrzę każdego paprocha i włosa w żarciu. Generalnie wygląda to tak: jeśli w jedzeniu jest włos, to ja na pewno go znajdę. Czasem wolałabym zjeść tego włosa i nie wiedzieć o tym, bo jak zobaczę kłaka, to już pojedzone. I teraz dowód.

Na szczęście była to tylko rzęsa i dodatkowo wmówiłem sobie, że jest moja, więc ją wyrzuciłem i skonsumowałem posiłek :-)

Tadzik

niedziela, 18 sierpnia 2013, tadecki82

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Dzidek, 212.2.112.*
2013/08/19 10:08:36
Siemasz, Tadziku na obczyźnie :) Odezwij się jak wrócisz :)
-
anndyn
2013/08/22 08:49:27
Plakaty z toalet najlepsze :D musi się głupio przy nich stać :P
-
Gość: Jasiek, 194.156.48.*
2013/08/22 11:34:38
Z mojego kilkumiesięcznego pobytu w UK w 2003 roku pamiętam najbardziej brzoskwinie w puszce z Tesco. Kosztowały chyba 0,79 funciaka. Nie byłem wtedy jeszcze kulinarnolubnym a chodziło po prostu o kasę, żeby zarobić. Dzięki takim maniakom jak J.Oliver ich kuchnia chyba trochę ewoluowała przez te 10 lat i ich daniem narodowym nie jest już fish & chips smażone w głębokim oleju i podane na kawałku wczorajszej gazety... Pozdrawiam.
-
mamamarzynia
2013/08/22 19:15:28
Tę rzęsę (sądząc po długości) to ci wrzuciła jakaś laska kelnerka, gdy trzepotała do cię oczętami...
-
torbyreklamowe
2013/08/24 15:52:47
Bardzo interesująca potrawa :)
Durszlak.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów

KONTAKT Napisz do mnie e-mail


stat4u



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...