Szefem kuchni może nie zostaniesz, ale szefem własnej możesz być zawsze :D
sobota, 21 września 2013

Czółko!

Jakiś czas temu starałem się przyrządzić oryginalną zupę Pho (link >>TUTAJ<<). Jest dość czasochłonna, więc rzadko ją robię, ale smakiem chciałbym rozkoszować się częściej. Mam nieopodal jedną knajpę z kuchnią azjatycką i Pho kosztuje tam 13,5 zł, żona też chce zjeść, więc 27 zł plus "czajniz" kasuje za opakowanie po zecie jeśli bierzemy do domu, więc "zupa dla dwojga" wynosi 29 zł. Taka sytuacje jest jeszcze ok, ale co w przypadku, gdy druga połówka nie lubi tej zupy? Jak sprawić, żeby "wilk był cały i owca syta"? ;-) Dziś przed Wami spolszczona wersja tej pysznej zupy. Jak ją zrobić? Zapewniam, że to banalnie proste. Zapraszam do lektury!

 

Czego potrzebujesz?

- Rosół z kury.

Czego potrzebujesz do wykończenia?

1. Wersja podstawowa:

- Makaron zwykły, ryżowy...lub oba (ja użyłem tylko zwykłego, bo małżonka nie miała ochoty na oszukaną zupę Pho, poza tym mniej bałaganu),

- Sos sojowy, polecam Tao Tao ten ze zdjęcia, jest tam ponad 600 ml, kosztuje mniej niż 10 zł, a wcale nie jest gorszy od tych "kikomanów" po 15 zł za 150 ml,

- Eros Pista, czyli ostry przecier paprykowy, widziałem na necie, że słoiczek 200 g można kupić za 8 zeta, ja użyłem 1/2 łyżki stołowej, ale bierz ile chcesz,

- Łyżka soku z cytryny.

2. Wersja wypasiona:

- To, co w wersji podstawowej plus:

- Liście kolendry, bazylii, kiełki fasoli, dymka

- Cienkie plastry wołowiny lub żeby w koszty się nie wpędzać można wykorzystać mięso z kurczaka, na którym gotowaliśmy zupę,

- Świeża papryczka chilli,

- Sos rybny, sos Hoisin

 

Po pierwsze...gotujemy rosół. Ja robię w sposób następujący: 2 ćwiartki i 2 pałki kurczaka na 4,5 litra wody + włoszczyzna i przyprawy. Jak ugotujesz rosół, to kwestia jest prosta, a możliwości "wykończenia" zupy - sporo. Ja użyłem wersji podstawowej i byłem baaardzo zadowolony z efektu, a gdybym stuningował do wersji wypasionej, to byłbym prawdopodobnie wniebowzięty. To, co w wersji podstawowej, to absolutny mus, bez tego nie ma co zaczynać, reszta to kwestia dostępności produktów, więc przejrzyj lodówkę :-). Niezaprzeczalnym plusem rosołu jest to, że jest uniwersalny. Mama może jeść zwykły rosół, tata może stuningować sobie do Pho, dziecku można na jego bazie zrobić pomidorówkę, a na następny dzień z użyciem reszty rosołu można przyrządzić Risotto (przepis >>TUTAJ<<).

Dla maniaków zupy Pho jakim jestem, jest to fantastyczna propozycja, szybka i prosta, a składniki do wersji podstawowej zasadniczo zawsze są w domu :-)

 

Wiem, coś zielonego by się przydało, ale nic nie miałem :-)

Pozdrawiam

Szef własnej kuchni

Tadzik :-)

poniedziałek, 16 września 2013

Czółko!

Nie jestem już na wyspach brytyjskich, wróciłem na naszą wyspę, przez niektórych nazywaną "zieloną". Obiecałem wcześniej, że zjem English breakfast i opiszę wrażenia, co niniejszym czynię. Generalnie, jeśli jest dobrze przyrządzone i z dobrych produktów, to będzie naprawdę smaczne...czyli praktycznie jak z każdą potrawą. Czy warto wydać kilka funtów z ranka? Zapraszam do lektury!


Znajomy twierdzi, że jadał lepsze i gorsze "inglisz brekfasty", a ja nie mogę zrozumieć jak można zrobić to źle? Tutaj nie można mieć skrupułów, bo patrząc na to danie, łatwo stwierdzić, że przyrządzenie polega na poddaniu produktów obróbce termicznej wysoką temperaturą, więc jak ktoś nie potrafi odpowiednio podgrzać gadżetów, to się nie nadaje na kuchtę, a nadaje się do wyrzucenia. Czy ktoś z Was widzi coś trudnego w zrobieniu tostów, otwarciu puszki fasoli, podsmażeniu boczku i kiełbasy? Ciężko to spaprać, nieprawdaż? "Najtrudniejszym" aspektem tego dania może okazać się zrobienie jajka sadzonego :-) Jest jeszcze takie panierowane ciastko ziemniaczane smażone na głębokim tłuszczu, ale podejrzewam, że jest kupowane jako mrożony wyrób gotowy w hipermarkecie. Tak właściwie, to cała ta Anglia jest jednym wielkim wyrobem gotowym. W dużych sklepach 3/4 asortymentu, to potrawy, które żeby zjeść, to trzeba rozmrozić, podgrzać na patelni czy w garnku, ewentualnie wstawić na 15 sekund do mikrofali. Tylko w jednym z tego typu molochów widziałem stoisko ze świeżym mięsem, w reszcie to zafoliowane na tackach kawałki martwych zwierząt z nadrukowaną datą przydatności do spożycia. Oczywiście są sklepy typu organic, ale tam ceny są 2-krotnie wyższe, a co ciekawe, klientów nie brakuje, a wręcz przeciwnie - są kolejki do kas.

Dobra wracamy do tematu, czyli naszego śniadania. Wszystko cacy, oprócz jednej rzeczy. Cóż to takiego? Temperatura! 5 minut po podaniu wszystko jest zimne. Jeśli jesteś w stanie to wciągnąć w 30 sekund, to nie zdążysz zauważyć, że szybko stygnie. Jednak nie polecam Wam jeść tak szybko, bo możecie się przekonać na własnej skórze co oznacza powiedzonko "smakuje wybornie szczególnie z powrotem" :-)

O ile kiełbasa, czy boczek gdy ostygnie będzie spoko zjadliwe, to zimny tost czy jajko sadzone lub fasolka już nie jest spoko. Nie ma czasu na delektowanie się i rozmawianie podczas jedzenia. W sumie jak wszystko jest już zimne, to można gadać, czas już nie zmieni wiele :-)


Jadłem śniadanie w dwóch miejscach, jak widać na zdjęciach, nieznacznie się różnią. Na pierwszym było ciastko ziemniaczane, a na drugim - pieczarki. Na obu za to jest niezrozumiały dla mnie fragment kulinarnego brytyjskiego świata, czyli kawałek grillowanego pomidora, jest wszędzie :-) No i coś, co mnie wnerwia maksymalnie, czyli masło zimne i twarde jak lód. Chodzi mi o te dwa masełka z pierwszego zdjęcia, rodem z hotelowej stołówki. Na drugim śniadaniu był ładnie podany kawałek mięciutkiego masełka :-)

Dzień przed jednym takim niedzielnym śniadankiem była jakaś popijawka, więc po ruszeniu kiszek żarciem, trzeba było ugasić pragnienie. Tak jak wspominałem w którymś z poprzednich wpisów, dziś potwierdzam: jeżeli w czymś, co spożywam znajdzie się ciało obce w postaci włosa lub czegoś włosopodobnego, to na pewno to znajdę. I tym razem inaczej nie było :-)


To był chyba jakiś włos ze ścierki, więc go usunąłem, a napój wlałem do organizmu :-)

Ktoś z Was spożywał English breakfast? Chętnie usłyszę Waszą opinię, mi osobiście smakowało.

Pozdrawiam

Szef własnej kuchni

Tadzik

niedziela, 18 sierpnia 2013

Czółko!

Kolejna odsłona kuchni brytyjskiej! Niedziela to dzień dla Tadzika, żeby się zrelaxował i odpoczął od codziennych chińskich zupek :-) Zaszedłem do knajpy w stylu brytyjskim i zamówiłem sobie "medium rump steak", co w wolnym tłumaczeniu oznacza po prostu średnio wysmażony rumsztyk. Jak było? Zapraszam do lektury!

Aktualnie mieszkam blisko metra Hounslow Central i dzielnica ta nazywana jest często przez naszych rodaków-emigrantów "ciapatownią", ze względu na pomieszkujących tu Hindusów. W związku z tym od groma tu knajp prowadzonych przez ciapaków, a co za tym idzie, kuchnia tam właśnie prowadzona jest w stylu ich ojczyzn, czyli curry na potęgę. A curry nie jest tą przyprawą, którą zajadam się bez pamięci. Poza tym przyjechałem tu na 2 miesiące i jak już mam jeść w knajpie, to chcę żarcie brytyjskie i basta :-)

Znalazłem w gąszczu indyjskich jadłodajni knajpę, której szukałem, i która miała English menu, tak jak to widać na zdjęciu powyżej. Jednak po otwarciu karty dań okazało się, że nie jest to TYLKO brytyjska kuchnia. Drugą połowę menu stanowiły dania w stylu indyjskim! Skandal, no ale trudno. Lepszy rydz niż nic. Trzeba dostosować menu do potrzeb ludzi chodzących i mieszkających nieopodal. Sporo też tam Polaków, więc niewykluczone, że za parę lat obok brytyjskiego Sunday Roast znajdą się pierogi i bigos :-)

Jak pisałem powyżej zamówiłem rumsztyk wołowy średnio wysmażony. Zgodnie z zapisami menu, do kotleta dorzucają krążki cebulowe, pół zgrillowanego pomidora, gotowaną marchewkę, sos barbecue i grubo krojone frytki. Po przyniesieniu danie okazało się, że na talerzu na gratisie znalazł się nieśmiertelny w kuchni brytyjskiej groszek :-) Chyba tylko w kebabach go nie dają hehe. Danie wyglądało pięknie!

Jak widzicie krążki cebulowe były 2 (słownie: dwa)... już mogli dać z 5 tych krążków, skoro tak się chwalą tym w menu. O groszku nie ma ani słowa, a kuleczek było chyba ze 30 ;-) Pani kelnerka przyniosła taki drewniany koszyczek z majonezem, keczupem i między innymi sosem BBQ. Co ciekawe, sos BBQ znalazł się też w marnym papierowym pojemniczku położonym na talerzu. Zastanawiałem się po co sos jest na talerzu, skoro przyniesiono go również w butelce. Odpowiedź jest następująca: w pojemniczku na talerzu był inny sos niż ten kupny, dostarczony w towarzystwie majonezu i innych przypraw. Zrozumiałem to, gdy spróbowałem obu. Ten wyporcjowany był 100 razy lepszy niż jego kolega z tesco.

Zupełnie nie rozumiem po co się szczycą faktem, że dają tego grillowanego pomidora i do tego tylko pół. Phi! Ani nie przyprawiony, ani nic, jest bo jest. Frytki fajne, mięsiste, takie jak powinny być. No i gwiazda wieczoru, czyli wołowinka. Ach jak ja lubię wołowinkę! Zamówiłem medium, a dostałem trochę za bardzo wysmażoną w mojej opinii. Dobra, nie będę się czepiał, była wyborna :-)

Polecam ten rumsztyk każdemu mięsożercy! warzywka, które statystują na talerzu zjadłem ze względu na tołkowaną nam do głowy od lat prawdę, że są zdrowe, ale tak na prawdę w tym daniu liczy się tylko mięcho i frytki :-) Do tego obowiązkowo zimne piwko. Coś co mnie drażni w Polsce, to fakt, że w knajpach jak zamawia się piwo z beczki, to lane jest do nadrukowanej magicznej kreski oznaczającej, że tam właśnie jest pół litra. Barmani wpatrzeni są w proces nalewania jak zahipnotyzowani, żeby przypadkiem nie przelać, a ten uśmiech zadowolenia i zwycięstwa, gdy trafi się idealnie w kreskę jest żenujący. W UK jest prikaz, że piwo leje się dotąd, aż nie przeleje się szklanka i cieknie po ściankach. To jest zajebiste :-) Może ze względu na fakt, że tu w pubach serwowana jest półkwarta, czyli pinta, która wynosi 568 ml. Teraz wiecie skąd w biedronie czy żabce trafia się na puszki piwa o pojemności 568 ml. To właśnie brytyjska pinta. Dodatkowa ciekawostka, to podobno w związku ze zwalczaniem alkoholizmu w UK, niektóre browary sprzedawane są w pojemnościach 440 ml, a woltaż został obniżony z 5% do 4,8%. Nie wiem czemu ma to służyć, bo tutaj od piątku do niedzieli wszyscy chodzą narąbani jak bombowce, a poniedziałek ochrzczony niedawno przeze mnie jako "zombieday", faktycznie wygląda jak świt żywych trupów :-) W metrze wali gazoliną, która wydobywa się z każdym oddechem trzeźwiejącego ciała oraz z potem. Masakra! Generalnie w sklepie trzeba patrzeć na procenty, bo raz nie spojrzałem i sobie kupiłem 4-pak Carlsberga o mocy 3,8%. Przy drugim skapnąłem się, że coś z nim nie tak :-) Odnośnie jeszcze walki z alkoholizmem, to w sklepach można dostać piwo o pojemności 660 ml, więc te 440 ml, to jakaś pomyłka. Tyle o piwku :-) Po wypiciu złocistego trunku nasyconego dwutlenkiem węgla zachciało mi się odwiedzić ustęp :-) i bardzo ciekawe obrazki ukazały się mym oczom. Dotychczas widziałem takie tylko w necie na stronach ze śmiesznymi zdjęciami.

To chyba tyle chciałem Wam przekazać, przede mną jeszcze 3 weekendy, także mam nadzieję, że jeszcze coś tu skrobnę. Zasadzę się na full English breakfast, które jest widocznie tak popularną potrawą, że serwowane jest przez cały dzień :-)

Pozdrawiam, popijając guinessa z puszki o pojemności 440 ml i mocy 4,8% z Hounslow, które jest tak blisko Heathrow, że co kilka minut słyszę huk startującego lub lądującego samolotu. Dobrze, że między 22, a 6 rano samoloty lądują od drugiej strony. Drugie dobrze, to takie, że na szczęście nie latają już Concordy. Kiedyś, jak startował ten samolot, to był tak potworny huk, że zamierały kłótnie, śmiechy, rozmowy, a szklanki w szafkach w berka się bawiły. 10 lat temu byłem świadkiem startu tegoż aeroplanu i choć byłem dość daleko huk był niemiłosierny :-)

Szef własnej kuchni (na obczyźnie)

Tadzik :-)

PS. Ja mam taki sokoli wzrok, że wypatrzę każdego paprocha i włosa w żarciu. Generalnie wygląda to tak: jeśli w jedzeniu jest włos, to ja na pewno go znajdę. Czasem wolałabym zjeść tego włosa i nie wiedzieć o tym, bo jak zobaczę kłaka, to już pojedzone. I teraz dowód.

Na szczęście była to tylko rzęsa i dodatkowo wmówiłem sobie, że jest moja, więc ją wyrzuciłem i skonsumowałem posiłek :-)

Tadzik

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 51
Durszlak.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów

KONTAKT Napisz do mnie e-mail


stat4u



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...