Szefem kuchni może nie zostaniesz, ale szefem własnej możesz być zawsze :D
poniedziałek, 13 maja 2013

Czółko!

Przyznaję szczerze...nie wiem co to za potrawa. Oglądałem Makłowicza, ale nie od początku i on robił to coś, a po wszystkim już nie powiedział cóż to za ustrojstwo. Danie to zainteresowało mnie głównie ze względu na fakt, iż ziemniaki gotują się w białym, wytrawnym winie. Jeśli ktoś z Was wie jak to się wabi, to będę wdzięczny. Generalnie papu bardzo dobre, śmiało można teściom tudzież narzeczonej czy żonie serwować :-)


Czego potrzebujesz?

- 250 gramów boczku surowego wędzonego. To ważne, nie może być parzony wędzony. Dlaczego? Nie wiem. Makłowicz tak mówił :-)

- 6 średnich ziemniaków. Danie to robiłem jakiś czas temu i dostępne były ziemniaki zimowe, w dużej mierze przemarznięte. W związku z tym miały sporo czarnych, brzydkich miejsc, dlatego moje ziemniaki nie wyglądają jak obrane ziemniaki, tylko jak wielokąty :-)

- 1 cebula, możecie użyć szalotek,

- Białe, wytrawne wino. Ile? Tyle, żeby przykryło ziemniaki na patelni. Pewnie około 250 - 350 ml,

- Kilka pieczarek. W oryginale są podobnież borowiki, Makłowicz użył kurek, a ja pieczarek. Przeszedłem się po lesie, ale niestety nie znalazłem żadnych grzybów, a w sklepie rosły tylko pieczarki, więc narwałem :-)

- 200 ml śmietany 18%,

- Natka pietruszki,

- Szczypior.

Wszystko masz? To jedziem z koksem!

Ziemniaki pokrój w kostkę ok. 2x2 cm i wrzuć do miski z zimną wodą. Boczuś pokrój trochę drobniej niż ziemniaki. Żeby na kęsa było :-)

Cebulę posiekaj w kostkę i wrzuć ją na rozgrzaną patelnię z olejem/oliwą. Posyp solą i pieprzem.

Po kilku minutach dorzuć bok.

Doprowadź do takiego stanu. Zajmie Ci to z 10 minut.

W czasie jak boczek będzie bajerował z cebulą na patelni pokrój pieczarki na kawałki. Duże na ćwiartki, a małe na połówki.

Teraz wrzuć ziemniaki...

...i zalej winem.

Doprowadź całość do wrzenia i duś 15 - 20 minut. 5 minut pod przykryciem i 10 - 15 minut bez. W międzyczasie próbuj ziemniaki, gdyby były miękkie wcześniej, to gaz na maxa i mieszaj, żeby zredukować cały alko. Zredukowane wygląda pi razy oko tak:

Dorzucamy pieczareczki i mieszamy. Posyp je solą i pieprzem.

Poczekaj aż puszczą wodę, a potem ją odparuj. Po wszystkim posyp posiekaną pietruszką i wymieszaj.

No i teraz proces, który może zniszczyć całą potrawę, czyli dodawanie śmietany. O co biega? O zważenie się śmietany. Pan Makłowicz twierdził, że dobrej jakości śmietana nie powinna się zważyć nawet w wysokiej temperaturze. Właśnie dlatego radzę tu zbystrzeć, bo z jakością u nas różnie bywa. Co więc zrobić, żeby nie popsuć? Zdjąć patelnię z palnika i poczekać kilka minut, żeby papu trochę przestygło. Jak będzie ciepłe/letnie, to dodaj śmietanę, wymieszaj i wstaw znów na palnik. Doprowadź do wrzenia i duś dosłownie kilka minut. Spróbuj czy jest odpowiednio słone. Ziemniaki dobrze chłoną sól, dlatego użyć jej trzeba kilkukrotnie w trakcie całego gotowania.

Gotowe! Podaj na talerz, posyp posiekanym szczypiorkiem i polej wino w kielona. Oczywiście to samo wino, które dolałeś czytelniku wcześniej na patelnię. Następnie zjedz używając noża i widelca, pałeczek, rąk lub czegokolwiek :-)

Co ciekawe, przyrządzenie dania nie jest skomplikowane i produkty łatwo dostępne, to efekt pracy jest zaskakująco dobry...iście restauracyjny. Ja osobiście mogę być nieobiektywny, bo lubię wszelakie potrawy, do przyrządzenia których używane jest wino wytrawne (risotto, małże, bolognese itp.), więc radzę spróbować samemu. A jeśli ktoś spożywał coś takiego za granicą i wie, to niech mi powie cóż to jest, bo ciekawość mnie zżera!

Pozdrawiam

Szef własnej kuchni

Tadzik :-)

piątek, 10 maja 2013

Czółko!

Spotkałem się z różnymi określeniami tej zupy. Moja żona mówi na nią botwina, moja mama - botwinka, a spotkałem się jeszcze z boćwiną. Pewnie mieliście podobnie. Co ciekawe, wszystkie oznaczają to samo, a nawet więcej, każde z w/w określeń oznacza dwie rzeczy: zupę i młode liście warzywa, które z obcego języka zwane jest Beta vulgaris, czyli po prostu burak. W tym miejscu chciałem pozdrowić mojego wykładowcę ze studiów, z przedmiotu Ogólna Uprawa Roli i Roślin, w skrócie "OŁRIR" :-) Strasznie męczyły mnie te wykłady...nie wspomnę o ćwiczeniach (zresztą nie tylko mnie). Kazano nam uczyć się na pamięć nazw łacińskich wielu roślin, jakby miały nam się kiedyś przydać. Jednak ćwiczeniowiec próbował mnie przekonać, że warto i tu o dziwo przytoczył nawet przykład. Stwierdził, że jak powiem do jakiegoś drecha, który mnie zaczepi, że jest burakiem, to mogę zaliczyć strzała w nos, ale jeśli tylko wyrażę się o nim per Beta vulgaris, to obrażę go, a on o tym nie będzie wiedział i na pewno zostawi mnie w spokoju ze strachu przed mym wielkim umysłem niczym Stephen'a Hawking'a. Genialne! Widzę jednak pewne niebezpieczeństwo, że i tak zaliczę w nos, ze względu na brak wiedzy przeciwnika. Wnerwi go, że nie wie co to znaczy, ale tak czy siak uzna to za obrazę i złamanie nosa gotowe :-) Spryciarz z tego mojego nauczyciela. Generalnie chyba do 90% ludzi można zwracać się używając Beta vulgaris i nie będą wiedzieli o co kaman :-) Spróbujcie i powiedzcie jak było!

Tyle tytułem wstępu, weźmy się może za gotowanie...chociaż "gotowanie" to zbyt wielkie słowo chyba, że mamy na myśli proces obróbki termicznej stosowany w gastronomii w środowisku wrzącej wody :-) Zasadniczo nie wiem czy jest zupa prostsza do przyrządzenia. Skoro jest taka prosta, to weźmy się za nią.

Czego potrzebujesz?

- 1,5 litra rosołu,

- 2 pęczki boćwiny,

- Sok z cytryny i cukier do smaku.

Opcjonalnie można dodać jej trochę kalorii, dorzucając ugotowane jajko i śmietanę, ja jednak jestem na permanentnej diecie, z której nic niestety nie wynika, ale przynajmniej się staram :-)

Wszystko masz? To "gotujemy" :-)

Ten wpis mógłby być bardzo krótki i muszę zabawiać Was lejąc wodę, żeby trochę go wydłużyć :-) Pewnie myśl o tym, żeby gotować rosół jako bazę i potem jeszcze bawić się w siekanie innych składników, może Was skusić, żeby użyć kostki rosołowej. Nie róbcie tego. Żeby nie odczuwać podwójnej pracy, ja to robię tak: gotuję duży gar rosołu (ok. 3,5 - 4 litry). Pierwszego dnia zjadam z rodziną połowę rosołu normalnie z makaronem, obgryzając kostki z zupy i zakąszając marcheweczką również z zupy (samo zdrowie!). Drugiego dnia, gdy już mam czysty rosołek robię z niego inną zupę np. właśnie naszą omawianą na dzisiejszej lekcji boćwinę. Możecie też zrobić zupę z soczewicy (link TUTAJ). No to rosół/bulion mamy omówiony. Do roboty!

Najpierw odmierzamy 1,5 litra rosołku i zagotowujemy.

W międzyczasie kroimy nasze małe buraki. Korzeń w kosteczkę, a łodygi posiekać, ale tylko fioletowe części, te do liścia.

Jak rosół się zagotuje, to wrzucamy pokrojoną roślinę boćwinę do zupy boćwina in spe i mieszamy!

Następnie mieszamy mocniej!

I jeszcze mocniej ;]

Przykrywamy i gotujemy 10-15 minut aż warzywko zmięknie. Po tym czasie doprawimy sokiem z cytryny i cukrem do smaku. Nie powiem ile, bo każdy ma inny smak, ale lepiej powoli doprawiać kilkukrotnie niż raz, a za dużo.

Moja nie miała takiego głębokiego koloru, bo miałem jeden pęczek buraków, ale zjeździłem pół dzielnicy w poszukiwaniu boćwiny, wszystko wyprzedane! Skandal! Dlatego na 1,5 l płynu polecam dwa pęczki. Tak czy inaczej była bardzo dobra :-)

Jeśli macie swoje wersje, to dajcie znać, bo przy tej zupie można się wykazać i robić ją na miliard sposobów :-)

Pozdrawiam

Szef własnej kuchni

Tadzik :-)

środa, 08 maja 2013

Czółko!

Pewnie myśleliście, że Tadzik już zrezygnował...pewnie myśleliście, że już mu się znudziło...pewnie myśleliście, że ten słabiak ma słomiany zapał, skończyła mu się wena i generalnie ma już gdzieś pisanie tekstów przeplatanych z gotowaniem. Otóż nie Marianie! Nic z tych rzeczy! Wróciłem, upichciłem parę garów i teraz będę je sukcesywnie wrzucał na moje internetowe dziecko, a przynajmniej mam taką nadzieję. W końcu każdemu należą się wakacje, no nie? Już mi się dostało w komentarzach, że się ociągam, ale nie wynikało to z lenistwa, ale z innych na pewno nie interesujących Was powodów. Oczywiście takie komentarze działają na mnie mobilizująco, więc...oto jestem :-)

O potrawie powiem krótko. Może ktoś mi niesłusznie zarzucić, że zupa z soczewicą to nie jest danie na takie temperatury, jakie aktualnie mamy za oknem, bo to "typowo zimowe danie". Zawsze mnie to wnerwiało, że ludzie piszą, czy mówią: "dziś zaprezentuję typowo zimowe danie". Co to ma być? A teraz wiosną co mamy jeść? Tylko szczaw i mirabelki? Jeśli już mowa o typowych dla pory roku daniach, to o takich mogę mówić w przypadku powiedzmy aktualnie nam panującej wiosny, bo wiosną zaczynamy mieć chociażby boćwinę, z której można ugotować boćwinę :-), ale o tym w jednym z kolejnych przepisów. Wróćmy jednak do clue, czyli soczewicy. Jak zrobicie z nią zupę, to stwierdzicie, że soczewica nadaje się nie tylko na zimę. Poza tym, na uwagę zasługuje fakt, że soczewica jest bardzo zdrowa, więc nie widzę potrzeby zostawiać sobie takiej zupy tylko na zimę. No więc do roboty!


Czego potrzebujesz?

- Szklanka soczewicy czerwonej (ok. 180 gramów),

- 1 papryka czerwona (może być inna, ale ta fajnie przełamuje smak i kolor),

- 1 papryczka chilli, a jak lubisz ostre nie tylko na wlocie, to możesz dać 2,

- 1 marchewka,

- 1 cebula,

- 2 ząbki czosnku,

- 1 płaska łyżeczka kurkumy,

- Oliwa na poślizg w garnku :)

- 1,5 litra rosołu. O i tu trzeba się zatrzymać. Niektórzy kucharze z akcji Lidla robili kiedyś zupę na kostce rosołowej. Przyznaję, ja kiedyś też popełniłem tego typu zupę, ale młody wtedy byłem i już mi tego nie wypominajcie ;) Jeśli jednak zdecydujecie się na użycie kostki, a nie rosołu z kury, która nie jadła GMO, to nie mów, że ta zupa jest zła. To kostka jest zła :) Poza tym na kostce taka zupa też smakuje pierwszorzędnie. Tak czy inaczej, w mojej opinii kostka rosołowa nadaje się jedynie do namoczenia kotletów sojowych i basta ;]

Wszystko masz? No to robimy!

Najpierw zajmiemy się warzywami, oczywiście pod warunkiem, że rosół już masz :-) Cebula w kostkę, czosnek zmiażdżyć nożem i posiekać, chilli w plasterki (razem z pestkami), papryka słodka w kostkę, marchewkę ścieramy na dużych oczkach tarki.

No to zaczynamy obróbkę termiczną :-) Najpierw do garnka leci oliwa, cebula, sól, pieprz. Po minucie - czosnek. Po kolejnej minucie - chilli. Po kolejnej - marchewka. To wszystko trzeba często mieszać w trakcie dodawania kolejnych składników, ale po marchewce trzeba już wyjątkowo uważać, bo przypalona jest wyjątkowo niefajna i zepsuje wszystko, a nie o to przecież chodzi :-) Całość dusimy 5-8 minut. Jakbyś odczuł czytelniku drogi, że poślizgu jest za mało i nawet przy żwawym mieszaniu wyjątkowo zauważalne jest przywieranie warzyw do dna, dodaj odrobinę oliwy lub rosołu. Kolejnym składnikiem, który należy zsunąć z deski do garnka jest papryka słodka i tę miksturę dusimy następne 5-8 minut.

Jak już smaczki się trochę przegryzą, to dosypujemy kurkumę. Ona jak dostanie temperatury, wydziela charakterystyczny aromat, który bardzo lubię. Dzieje się to praktycznie od razu i tu też trzeba uważać, bo kurkuma zabierze płyny, który wydzieliły warzywa, więc trzeba solidnie mieszać, zahaczając o dno, w razie jakby coś chciało przywierać. Dosłownie chwilę później wsypujemy soczewicę i przez maksymalnie minutę mieszamy, żeby soczewica doszła do wszystkich zakamarków pozostałych warzyw.

Teraz w zasadzie przygotowanie ma się ku końcowi. Trzeba to tylko zalać jeszcze rosołkiem. Rosół ów musi być wrzący, nie wlewajcie zimnego. Dlaczego? A dlaczego kobieta podczas okresu gotuje zupę w trzech garnkach? Bo tak!

Gotować wystarczy pod przykryciem przez 15 - 20 minut pod przykryciem na małym ogniu, żeby tylko sobie pyrkotało. Chodzi o to, żeby soczewica zmiękła i co ciekawe, przestanie być czerwona :-) Gotowe! Można pakować na talerz i pakować się nią :-) To wszystko posyp posiekaną pietruszką. Zobacz jakie kolory! A jaki smak! Do tego może grzanka z serem pleśniowym? Rewela!

Jeśli ktoś z domowników boi się kęsów ostrej papryki, to nie musi. Nie jest ona już ostra, oddała ostrość na początku smażenia do oliwy, a oliwa przetransferowała ostrość do płynu. Też nie wiem jak to się stało, nie pytaj ;-) Przy każdej spożywanej łyżce będzie czuć tę ostrość, ale przyjemną, nie taką masakryczną. Poza tym papryka słodka i marchewka dodadzą słodyczy, a rosół to wiadomo :-) Całość jest tak zaje, że po prostu mogę jedynie polecić do wypróbowania. Sam osobiście często ją robię!

A jeśli macie swoje zupy z soczewicą, to proszę o znak - sygnał :-)

Pozdrawiam

Szef własnej kuchni

Tadzik :-)

PS. Kto wie skąd pochodzi cytat "otóż nie Marianie" i "znak - sygnał"?

Durszlak.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów

KONTAKT Napisz do mnie e-mail


stat4u



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...