Szefem kuchni może nie zostaniesz, ale szefem własnej możesz być zawsze :D

Danie bezmięsne

piątek, 29 marca 2013

Czółko!

Wielkanoc za dwa dni, a dziś Wielki Piątek, czyli wielki post...ścisły post. Nie wolno szamać mięsa, bo pójdzie się do piekła, także odpada kebab, KFC i McDonald's...chociaż istnieje szansa, że kotletach wołowych tego ostatniego nie znajdziemy mięsa, więc jak zjemy cheeseburgera, to pójdziemy tylko do czyśćca za samą chęć zjedzenia mięcha ;]

Tak zastanawiałem się co by zjeść na obiad, a nie wiem dlaczego nie miałem chęci na suchy chleb i wodę, więc przez myśl przeszły mi śledzie w oleju z cebulką i gotowanymi ziemniaczkami, ale cholercia cebulę jeść w południe? Chyba nie, zostawię to na kolację. Parę dni temu jak kładłem się spać, to do snu włączyłem sobie kuchnia TV i tam jakiś Mietek zrobił prosty makaron, a zajęło mu to z 10 minut, więc stwierdziłem, że chyba to zjem. Oczywiście bez mięsa. Cóż to takiego? Składniki są ogólnodostępne, dostanie ich nie sprawi Wam najmniejszego problemu. Jako, że jam wychowany w rodzinie wierzących i przestrzegających wszystkich tych zasad, reguł i przykazań miałem mieszane uczucia co do tego dania. Może jakiś spec od wiary powie mi czy postne tzn. proste i nie zawsze dobre? A może wystarczy, że danie nie będzie miało w składzie mięsa i już jest postne? Tak czy inaczej już zjadłem i to jest pyszne :-)

Czego potrzebujesz? (podane składniki są dla dwóch osób)

- Pół paczki makaronu (ja użyłem pappardelle),

- 5 ząbków czosnku,

- 60 - 75 gramów masła,

- 150 ml śmietany 30%,

- 50 gramów parmezanu startego na dużych oczkach,

- 2 - 3 szczypty gałki muszkatołowej albo parę drapnięć o tarkę :-)

- Pęczek szczypiorku,

- Sól i pieprz.

Wszystko masz? To do roboty!

Najpierw oczywiście wstawiamy makaron. Czosnek siekamy, ale nie jakoś drobno, po prostu na takie małe kawałeczki. Na patelni rozgrzewamy masło i jak zacznie się pienić, wrzucamy czosnek i chwilę smażymy (2-3 min).

Po tym zabiegu, mającym na celu wyciągnięcie smaku i aromatu z tegoż ziółka, dolewamy śmietanę i od razu wrzucamy ser. Wszystko to sobie elegancko rozpuszczamy i redukujemy.

W tak zwanym międzyczasie dosypujemy sól, pieprz, gałeczkę. Gałki nie żałuj, popróbuj sos i jak będzie Ci odpowiadać ilość przypraw, to takie będzie dobre. Trochę niech sobie popyrkocze sosik na małym ogniu, żeby zgęstniał.

Teraz masz chwilę na ogarnięcie szczypiorku, czyli posiekanie go i dorzucenie do sosu.

No i koniec! Makaron odcedź, sypnij na patelnię, wymieszaj i gotowe. Zaserwuj pastę na talerz, posyp tylko szczypiorkiem do dekoracji. Ja jeszcze posypałem płatkami soli. Bardzo fajnie wpadają na ząb :-)

ACHRUNG! ACHTUNG!

Mam takie małe przemyślenie. Co myślicie o takich jajeczkach i śledzikach w pracy? O ile firma jest mała (kilka, kilkanaście osób), to wszyscy się znają dość dobrze, niejednokrotnie siedzą w jednym pomieszczeniu, to wtedy nie ma lipy, ani kichy. Zazwyczaj o 16:00 na stół stawia się flaszkę czy wino, przyjeżdża catering i pakieta ma fetę. Inaczej wygląda sprawa w dużych firmach prywatnych i państwowych, gdzie jest dużo departamentów, wydziałów, sekcji oraz zespołów i ludzie znają się dobrze jedynie w ramach swojej najmniejszej jednostki organizacyjnej, ale już wszystkich z departamentu (60 czy 90 człeków) nie jest tak łatwo dobrze poznać. I tu się zaczyna mój dylemat. Strasznie ciężko przechodzą mi przez usta życzenia "Wspaniałych Świąt w gronie rodziny i sielankowej atmosferze itp." do osób, którym mówię głównie "cześć" na korytarzu albo nie daj Boże kogoś nie lubię, bo na przykład jest chujem :-) Generalnie wygląda to tak, że Dyro zarządza, że o godzinie 12:00 zbierają się ludziska w sali konferencyjnej albo na korytarzu, jest przemowa, a potem życzenia i pocałunki w postaci "każdy z każdym", co może prowadzić do groźnych infekcji górnych dróg oddechowym, z niebezpieczeństwem zaniesienia choróbska do domu i zarażeniu domowników i Święta do bani. A w molochu kilkudziesięcioosobowym zawsze jest ktoś, kto aktualnie kicha i prycha. Po pierwsze to niehigieniczne, a po drugie...uwaga...ŻENUJĄCE! Święta Wielkiej Nocy są i tak mniej żenujące niż Boże Narodzenie, gdzie trzeba się z każdym połamać opłatkiem. To dopiero masakra. I teraz refleksja: Przyjść i wsiąknąć w żenadę, czy nie przyjść i zostań nazwanym outsiderem...? Co o tym myślicie?

Pozdrawiam

Szef własnej kuchni

Tadzik

Aha! Tym, co dotrwali do końca życzę spokojnych Świąt w gronie osób, wśród których czujecie się najlepiej! :-)

wtorek, 19 lutego 2013

Czółko!

Tego posta pisałem późno wieczorem lub można by rzec, wcześnie rano, a o tej porze i po paru piwkach mam taki dziwny słowotok, więc jakbym Cię zanudzał, to przewiń dalej do zdjęć :-)

Jakiś czas temu opublikowałem przepis na wypasione pesto (LINK) z drogimi orzeszkami pinii, z drogim parmezanem i już wtedy narodziła się myśl (w komentarzach) o spróbowaniu zrobienia tejże "breji" z tańszych składników. Oczywiście, jak to bywa w sprawach kulinarnych, nie będzie to nic odkrywczego, bo pewnie wiele osób już tego próbowało, ale być może nikt tego nie opisał, przynajmniej w taki sposób, jak ja :-) (taaak! Skromność przeze mnie przemawia)

Pszczółki moje kochane, mamy kryzys, cięcia trzeba robić, a wiadomo, że stosunkowo łatwo jest zaoszczędzić na jedzeniu...w oszczędzanie nie wliczam zakupu alkoholu ;-) Jednak coś smacznego i podobnego do oryginału, to człek by wszamał od czasu do czasu, nieprawdaż?

No więc (moja nauczycielka od polskiego z podstawówki się przewraca w grobie...lub jeśli żyje, to dostaje drgawek za rozpoczynanie zdania od "no więc") postanowiłem zamienić orzechy pinioli, na orzechy ziemne. Orzechy, to orzechy...wa jego mać, kto poczuje różnicę? Puszeczka 140g kosztuje ok. 5 zeta, a pinii? Za 140 g trzeba wysupłać około 30 zł... Jest oszczędność? Jest!

Drugi najważniejszy składnik to ser...ser parmezan. Oryginał chyba koło stówy za kilogram. Dziugas - 30 zł/kg. Druga oszczędność.

Na pozostałych składnikach, czyli bazylii oszczędność będzie minimalna, na czosnku i cytrynie też. Na oliwie w sumie może być jakaś oszczędność, ale generalnie relatywnie niedużo jej potrzeba. Jednak na dwóch najważniejszych i najdroższych składnikach można sporo zaoszczędzić, więc??


Do dzieła! Mam nadzieję, że wszystko masz! :-)

- Liście z jednej kupnej doniczki bazylii, rzecz jasna umyte,

- 100 g Dziugasa,

- 50 g orzeszków ziemnych niesolonych,

- 5-6 ząbków czosnku,

- Sok z ok. połówki cytryny. Można dodać trochę więcej lub mniej, do smaku,

- Oliwa z oliwek, około 200-250 ml. Nie podam dokładnej ilości, gdyż nie wiem jaką bazylię nabyłeś drogi czytelniku i ile tam liści z niej udało się narwać :-)

- Sól do smaku.

Jak to zrobić? Nic prostszego!

Całe to magiczne danie będziemy miksować w blenderze. Póki jest on czysty polecam rozdrobnić w nim ser, a jeśli masz taki ręczny blender, to niestety musisz trzeć na tarce hłe, hłe, hłe :-)

Czosnek obierz i pokrój na mniejsze kawałki.

Następnie do blendera wrzuć orzeszki, bazylię, połowę sera i zacznij wiercić.

Po wstępnym rozdrobnieniu i wymieszaniu składników, dorzuć resztę sera, wlej sok z cytryny oraz sypnij soli i wierć dalej. Jeśli masz w wieczku od blendera taką fajną dziurkę, to...nie! Nie pchaj tam palców, czy innych członków :-) Wlewaj powoli oliwę i obserwuj konsystencję. Ma być kremowa i zajebista :-) Zorientujesz się, paczaj na zdjęcia!


Jak widzisz na powyższym zdjęciu, w pudełeczku po prawej pesto jest bardziej błyszczące. Pewnie zachodzisz w głowę dlaczego? Nie? Nie zachodzisz? I tak Ci powiem :-) Otóż pudełeczko po prawej będzie spożyte (pisząc "spożyte" nie mam na myśli jedzenia pudełeczka, tylko jego zawartości, chyba że ktoś lubi plastik :-)) w dniu jutrzejszym i chowam je do lodówki z dopasowaną do niego, oryginalną pokrywką. Dlatego też, polałem wierzch oliwą, żeby pesto nie wyschło. Dwa pozostałe schowam do zamrażalnika (oczywiście również z pokrywką). Po co? Obczaj! Siedzisz sobie wieczorem w domu i dumasz...co by jutro na obiad złasuchować? Co by tu zjeść? Rodzina się wypina i mówi albo, że nie wie, albo że zje to, co przyrządzisz. A Ty wtedy siedzisz jak pomysłowy Dobromir ze skaczącą piłeczką na głowie i nagle? Bach piłeczka pęka, a Ty wyciągasz pudełeczko z zamrażarki i chowasz je do lodówki. Do jutrzejszego obiadu się rozmrozi. Wszyscy zadowoleni, bo to smaczne danie, a Ty masz wolny czas i...możesz ze spokojem ducha oraz niesamowitą ulgą zabrać się za odkurzanie i sprzątanie łazienki :-)

To był pierwszy przykład jak może Ci się przydać zamrożone pesto. Teraz kolej na drugi. Jutro wpadają znajomi, żeby kulturalnie obalić małą zero-siódemkę na głowę, więc trzeba koniecznie przygotować szamę. O ile danie główne spoko się wymyśli, jakaś zupa-krem (oby nie ten krem marchewkowy Pascala), jakaś pizza czy zapiekanka, to zawsze jest problem z przystawkami albo czymś, co będzie stało na stole, a goście będą podjadać po głębszym. Wystarczy kupić bagietkę, pokroić w kromki pod skosem i posmarować je "pestem". Jak chcesz na bogato, to możesz położyć na to jeszcze plasterek mozzarelli i pomidorka. Generalnie coś już sobie wykombinujesz. Bardzo szybka i smaczna przekąska. Polecam!

Jak masz inne pomysły, to pisz!

A teraz jeszcze słowo o smaku. Jadłem różne pesto, takie z kupnych słoików, w knajpach i robione samemu. Oczywistą oczywistością jest, że to domowe jest najlepsze, ale szczerze powiedziawszy taki laik jak ja, nie jorgnie się czy to pesto jest z orzechami pinii czy ziemnymi, także śmiało można je podmienić bez obaw, że gość wstanie od stołu i zarzuci Ci przekłamywanie przepisu :-)

To by było na tyle drodzy parafianie :-)

Pozdrawiam

Szef własnej kuchni

Tadzik :-)

czwartek, 07 lutego 2013

Czółko!

Makaron jest takim produktem, który można przygotować na miliard różnych sposobów. Dziś zaprezentuję prawie jednogarnkową strawę :-) Dlaczego "prawie"? Ano dlatego, że musimy podgotować makaron w garnku przez kilka minut, ale potem już wszystko trafia do jednego naczynia żaroodpornego, także określenie "prawie jednogarnkowe" uważam za stosowne :-)

Czego potrzebujesz?

- 40 deko makaronu casarecce (ja polecam Lubelli),

- 2 puszki pomidorów w całości,

- 2 średnie cebule,

- 4 ząbki czosnku,

- Oliwki czarne wedle uznania,

- Zielone papryczki chilli z zalewy. Akurat takie miałem w lodówce, ale można użyć świeżych, czy jakie tam sobie chcesz :-)

- 1/4 szklanki oliwy z oliwek,

- Sól, pieprz, oregano i tymianek,

- Trochę parmezanu na gotową potrawę.


Wszystko masz? To do roboty!

Najpierw wstaw wodę na makaron, a gdy ona będzie dochodzić :-) przygotuj sobie pozostałe składniki. Czosnek zmiażdż w moździerzu, posiekaj, przepuść przez praskę, cokolwiek i zalej oliwą. Oliwki i chilli posiekaj w talarki, a cebulkę w półplasterki albo pióra. Tutaj się na chwilę zatrzymamy. Cała obróbka termiczna cebuli będzie miała miejsce tylko w piekarniku przez około 20 minut. Jest to za mało, żeby straciła swoją chrupkość i ostry, świeży smak. Jeśli nie chcesz lub nie lubisz jej w takiej postaci, to polecam przeszklić ją na patelni i kontynuować przepis (możesz podsmażyć nawet na tej oliwie, którą wymieszałeś z czosnkiem). Makaron gotuj 8-10 minut.

Nastaw piekarnik na 200 stopni, grzanie "apendałn" :-) Do naczynia żaroodpornego wlej połowę oliwy i paluszkiem wskazującym lub wskazującym i środkowym rozsmaruj, również po ściankach.

Teraz około 1/3 cebuli.

A teraz połowa makaronu.

Kolejna warstwa składająca się z 1/3 cebuli, ale tym razem dodajemy jeszcze połowę oliwek i chilli, a to wszystko posypujemy solą i pieprzem.

Dokładamy resztę makaronu, resztę cebuli, resztę oliwek i resztę chilli. Teraz zajmiemy się pomidorami, odcedzamy je z zalewy, ale i tak puszczą jeszcze trochę płynu, co widać na zdjęciu ze składnikami. Ów płyn też dolewamy do naczynia. Pomidory łapkami rozdrabniamy i układamy na wierzchu. Można oczywiście użyć też świeżych, ale teraz takie pikne te nasze pomidory, że nie mam pytań... Wierzch tego wszystkiego obsypujemy solą, pieprzem, tymiankiem i oregano.

No i na koniec hops! hops! hops raz do buzi! Wszyscy tak robią, mali i duzi! :-) No ok, nie do buzi, tylko do piekarnika na 20 minut pod przykryciem. Potem wyciągamy, serwujemy na talerz, ścieramy na wierzch troszkę parmezanu lub dziugasa (tańszy!) i skrapiamy oliwą. Teraz bierzemy do rąsi widelec, nakładamy kęsa na niego i hops! hops!... ;-)

No i to by było na tyle moje drogie dzieci. Jeśli ktoś spróbuje lub ma coś podobnego, to proszę mi się tu koniecznie pochwalić!

Pozdrawiam

Szef własnej kuchni

Tadzik :-)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7
Durszlak.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów

KONTAKT Napisz do mnie e-mail


stat4u



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...